Andy, Jim i kino nie z tej Ziemi

Andy, Jim i kino nie z tej Ziemi

Dziś znów zapraszamy na krótką amerykańską wycieczkę. Odwiedzimy Los Angeles Theatre, prawdziwy filmowy pałac. A okazją niech będą jutrzejsze urodziny Jima Carrey’a. Aktora, który wzbudza – przynajmniej we mnie – kompletnie sprzeczne uczucia. Z jednej strony zagrał mnóstwo dziwnych ról w dziwnych komediowych filmach, które odniosły ogromny sukces.  Z drugiej jednak strony jest chociażby jego znakomita kreacja w „Truman Show”.  I jeszcze jedna, również znakomita, w „Człowieku z księżyca”. I o tym właśnie filmie dziś opowiem. Jutrzejszy jubilat brawurowo wcielił się w nim w znanego i kontrowersyjnego amerykańskiego artystę, aktora, performera – Andy’ego Kaufmana (który nota bene również 17 stycznia obchodziłby swoje urodziny!). A wszystko to świetnie wyreżyserował genialny Miloš Forman.

O Andym Kaufmanie słów kilka

Urodzony w Nowym Jorku (na Long Island) jeden z najbardziej ekscentrycznych i wzbudzających skrajne emocje… hm… no właśnie kto? Nie chciał, żeby nazywać go komikiem ani kabareciarzem. „Nie znam się na dowcipach. Ja śpiewam i tańczę – mówił.  Komik obiecuje wam, że was rozśmieszy, ja natomiast mogę wam obiecać, że stanę przed wami i postaram się zabawić was najlepiej, jak umiem”.

Publiczność szalała ze śmiechu, gdy parodiował Elvisa Presleya, nie do końca wiedziała, co ze sobą zrobić, gdy stał na scenie i czytał od deski do deski „Wielkiego Gatsby’ego” F. S. Fitzgeralda, i oburzała się, gdy jako Tony Cliffton – kiczowaty piosenkarz rodem z Las Vegas – w niewyszukany sposób obrażał przybyłą na jego ekstrawaganckie występy publiczność.

Ileż kontrowersji wzbudzał jako zapaśnik walczący na ringu z kobietami! W ilu programach przyprawił o palpitacje serca realizatorów i prowadzących, gdy na żywo wyczyniał to, co mu się żywnie podobało! W wyrafinowany sposób manipulował publicznością, która na dobre pokochała go jako Latkę (za tę rolę miał dwie nominacje do Złotych Globów) – imigranta pracującego jako mechanik w nowojorskiej firmie taksówkarskiej – i oczekiwała, że będzie wcielał się w tę rolę również podczas swoich własnych występów. Czego nie znosił i bardzo często odmawiał.

Plakat serialu „Taxi”

Kim był ten Andy? Nieprzewidywalny outsider, bezkompromisowy marzyciel, przenikliwy prowokator, bezlitosny konfabulator? Zdecydowanie człowiek z innej planety… Albo z Księżyca?

Człowiek z Księżyca / Man On The Moon, reż. Miloš Forman (1999)

Może dlatego Forman zdecydował się poświęcić tej postaci swój film. Reżyser lubił ponadprzeciętne jednostki, ludzi odważnych na tyle, aby być sobą, nawet jeśli musieliby się sprzeciwić całemu światu i walczyć o swoje miejsce w trudnej rzeczywistości (czyż nie tacy właśnie byli McMurphy z „Lotu nas kukułczym gniazdem” albo Larry Flynt czy Amadeusz).

Plakat filmu „Człowiek z Księżyca”

A wszystko zaczęło się podczas urodzinowego przyjęcia Michaela Douglasa, podczas którego Forman dopytywał Danny’ego DeVito o sitcom „Taxi” (w którym DeVito grał razem z Kaufmanem), a szczególnie interesowały go barwne opowieści o Kaufmanie. I tak od słowa do słowa zrodził się w ich głowach pomysł na film.

„Człowiek z księżyca” ilustruje najważniejsze momenty krótkiego życia Andy’ego Kaufmana. Występy w nocnych klubach, popularność, jaką przyniósł mu sitcom „Taxi”,  niezapomniane popisy w „Saturday Night Live” i „Late Show” Davida Lettermana, czy koncert życia w Carnegie Hall w Nowym Jorku.

Dowiadujemy się również co nieco o życiu prywatnym bohatera: o jego relacjach z rodzicami i siostrą (w filmie granymi przez Gerry Becker, Leslie Lyles i Melanie Vesey ), a także z narzeczoną, w którą brawurowo wcieliła się Courtney Love (Formanowi tak dobrze pracowało się z nią przy filmie „Skandalista Larry Flynt”, że nie wyobrażał sobie niezaangażowania jej i tym razem).  Widzimy również to, w jaki sposób zmagał się z chorobą (zmarł w wieku 35 lat na raka płuc).

Kadr z filmu „Człowiek z Księżyca”

Na planie obecna była też prawdziwa rodzina Kaufmana, a także jego bliscy, m.in. przyjaciel i współpracownik Bob Zmuda, który był współproducentem filmu, a w dodatku zagrał rolę Jacka Burnsa, jednego z producentów telewizyjnych. W samego siebie wcielił się inny bliski Andy’emu człowiek – Jerry Lawler, zawodnik wrestlingu, którego Andy poznał kiedy postanowił zostać gwiazdą międzypłciowego wrestlingu (sic!). Początkowo byli wrogami, a potem – już jako dobrzy kumple – brawurowo wrogów odgrywali, wystrychając widzów przed telewizorami na dudka. Co więcej, Forman zaangażował aktorów, którzy przed laty występowali z Kaufmanem w „Taxi”, a tym razem zagrali… obsadę sitkomu „Taxi”. Prawie wszyscy, bowiem Dany’emu DeVito (sitcomowemu Louie De Palmie), który był producentem „Człowieka z Księżyca”, powierzono rolę menadżera Andy’ego – George’a Shapiro. Zagrał świetnie!

Kadr z filmu „Człowiek z Księżyca”

Największe jednak brawa należą się oczywiście Jimowi Carrey’owi. Jaki on jest w tym filmie doskonały! Pełnokrwista dramatyczna kreacja – nagrodzona zresztą Złotym Globem.

Jimowi Carrey’owi bardzo zależało na roli. Od zawsze Kaufman był jego idolem, pokrewną duszą. Nie wyobrażał sobie, że postać tę może zagrać ktoś inny. I słusznie, bo jako Andy jest po prostu rewelacyjny i niezwykle wiarygodny. Wystarczy porównać oryginale zapisy popisów głównego bohatera z tym, co możemy zobaczyć na ekranie. Zresztą Carrey nie wychodził z roli nawet poza planem. Przez cały czas był… Andym Kaufmanem albo Tonym Clifftonem – w zależności od tego, które akurat kręcono sceny. W jednym z wywiadów Danny DeVito żartował, że zapłacił Carrey’owi mnóstwo pieniędzy w ramach honorarium, a ten pojawił się na zdjęciach zaledwie dwa razy. Forman, kiedy chciał porozmawiać o roli z Carrey’em, musiał najpierw skontaktować się z…  Kaufmanem (którym Carrey nie przestawał być ani na chwilę, chyba że był akurat alter ego Kaufmanna – Clifftonem) Uffff, całkowity zawrót głowy! A pomyślcie o biednym Formanie!

Jeżeli chcecie dowiedzieć się więcej o tej nietypowej sytuacji, zachęcam gorąco do obejrzenia netflixowego filmu dokumentalnego „Jim i Andy”, w którym znalazły się zdjęcia z planu zdjęciowego „Człowieka z księżyca”, a także opowieść samego Carrey’a o tamtym okresie jego życia. Polecam!

Plakat filmu „Jim i Andy”

A jeśli o człowieku z księżyca mowa, to oczywiście na myśl musi przyjść piosenka zespołu R.E.M „Man on the Moon”. Powstała ona w 1992 jako hołd złożony Kaufmanowi. Lider zespołu, Michael Stipe, jest bowiem wielkim fanem artysty, którego pokochał za genialne obnażanie ułomności i śmieszności amerykańskiego społeczeństwa. Forman postanowił wykorzystać tę piosenkę w swoim filmie. Ba, nadał swojemu filmowi jej tytuł, a co więcej powierzył zespołowi R.E.M. stworzenie ścieżki dźwiękowej.  Piosenka „The Great Beyond” z tego filmowego albumu była nominowana w 2001 roku do nagrody Grammy.

Z Księżyca do Los Angeles

Andy Kaufman zaczynał karierę w swoim rodzinnym mieście, czyli Nowym Jorku, gdzie występował w barach, pubach, na estradach, a później w popularnych programach telewizyjnych i dużych koncertowych salach. O dwóch ważnych dla Andy’ego miejscach pisał w innym kontekście zaprzyjaźniony z nami NY do mnie MOVIE – o studiu CBS mieszczącym się w Ed Sullivan Theater (tutaj) oraz Carnegie Hall (tutaj).

Oczywiście polecam te teksty, życząc miłej lektury, a tymczasem na króciutko przenoszę się do… Los Angeles, bo właśnie tu postanowił zamieszkać Andy Kaufman, kiedy jego kariera nabrała tempa.

I właśnie w Los Angeles kręcono większość zdjęć do filmu „Człowiek z księżyca”.  Nie tylko w studiach filmowych. Możemy dostrzec w opowieści o Andym Kaufmanie również Jerry’s Famous Deli (w którym Andy przez chwilę pracował, gdy nie dogadał się z producentami „Taxi”), Olympic Auditorium (w którym nakręcono sceny walk wrestlingowych), a także piękny Los Angeles Theatre, przy którym zatrzymam się na dłużej.

Bo zatrzymać się naprawdę warto. Jesteśmy więc na 615 S. Broadway, Downtown, Los Angeles, California, USA

Los Angeles Theatre, 2017, źródło:  Difference engine, wikicommons.wikimedia.com

To wyjątkowe miejsce jest jednym z wielu tak zwanych movie palaces (dosł. pałaców filmowych), czyli ogromnych i wystawnych kin , które powstawały od początku dwudziestego wieku aż do lat czterdziestych między innymi w The Broadway Theater District – dzielnicy Los Angeles rozciągającej się przez sześć przecznic. W latach trzydziestych znajdowało się tam największe skupisko kin na świecie.

Pierwsze wystawne teatry (jeszcze nie kina) zaczęły powstawać w tym miejscu – czyli przy głównej wówczas arterii miasta – na początku dwudziestego wieku. Hollywood było jeszcze niewiele znaczącą wioską,  na scenach królował wodewil, a kino było nieme… Ale rozwijało się coraz bardziej dynamicznie. Kolejne teatry, które powstawały, otwierały już swoje wrota także dla najnowszej dziedziny sztuki.

Los Angeles Theatre wybudowany na przełomie 1930 i 1931 roku przez wiele lat uchodził za najbardziej luksusowy obiekt w mieście. Powstał z inicjatywy Hermana Louisa Gumbinera, niezależnego operatora kinowego z Chicago, a zaprojektował go S. Charles Lee, architekt, który wówczas miał nikłe doświadczenie w pracy nad tego typu obiektami (potem uznawano za jednego z najwybitniejszych i twórczych projektantów filmowych pałaców).

Pokryte czerwonym dywanem schody z pięknie rzeźbionymi złotymi poręczami, błyszczące zasłony przedstawiające sceny z życia Ludwika IV, marmury, ściany wyściełane atłasem, imponujące żyrandole, kryształowa fontanna… Prawdziwe królestwo kina!

Źródło: losangelestheatre.com Copyright 2019 Broadway Theatre Group

Nie zapomniano również o przydatnych udogodnieniach, takich jak sala zabaw dla dzieci, a także specjalne oszklone loże z wewnętrznymi głośnikami dla matek z małymi dziećmi, które mogły… płakać do woli, nie przeszkadzając pozostałym widzom podczas projekcji filmowej.

Imponujące jak na tamte czasy były także zastosowane w teatrze rozwiązania techniczne: zaawansowane systemy oświetleniowe oraz dźwiękowe, ekran 18 x 9 m (jeden z największych w ówczesnym  LA), wchodzące dopiero do użycia kolorowe neony.

Budowa trwała zaledwie sześć miesięcy i kosztowała półtora miliona dolarów. Dużo… Zwłaszcza że Wielka Depresja zbierała właśnie swoje żniwa. Pokaźną sumkę jednak dołożył do budżetu sam Charlie Chaplin. Zależało mu bowiem, aby w Los Angeles Theatre zorganizować premierę swojego filmu „Światła wielkiego miasta”, uważanego za jedno z najważniejszych dzieł tego twórcy.

Teatr – mimo spektakularnych początków – okazał się jednak zbyt drogi w utrzymaniu. Po trzech miesiącach od otwarcia po prostu zbankrutował. Przejął go William Fox – słynny producent filmowy, właściciel wytwórni filmowej oraz całej sieci kin (co wówczas było powszechne – wytwórnie filmowe miały swoje kina).  Czasy dla filmowego przemysłu był znakomite. Publiczność waliła drzwiami i oknami, Fox zapewniał najlepszy i najbardziej aktualny repertuar. Wydawano grube pieniądze na promocję, na związane z pokazami filmowymi atrakcje. Kino było pożądaną i niezwykle popularną rozrywką, ściany luksusowego królestwa pękały w szwach… Ale nie mogło to przecież trwać wiecznie. Nadeszła era telewizji, zmiany w prawie (wytwórnie nie mogły już zarządzać sieciami kin) oraz demografii. Widzów było coraz mniej, a wystawne kinowe pałace trzeba było utrzymać. Wiele tego typu przybytków nie wytrzymywało konkurencji.  Los Angeles Theatre działał jako kino aż do 1994 roku.

Dziś można wynająć ten obiekt tylko na zamknięte imprezy i wydarzenia. Najczęściej korzystają z niego filmowcy, a także producenci reklam i programów telewizyjnych. Organizuje się tu także koncerty.

Gdyby ktoś miał ochotę zorganizować tam swoją imprezę, wszystkie informacje znajdzie na stronie: http://losangelestheatre.com/

Ania Kapuścińska

Share

Dodaj komentarz

Twój adres e-mail nie zostanie opublikowany. Wymagane pola są oznaczone *

Post comment