Czy da się wystrychnąć KKK na dudka?

Czy da się wystrychnąć KKK na dudka?

Chcąc powiedzieć coś więcej o Ameryce, nie unikniemy tematu rasizmu. Nie unikniemy tematu Ku Klux Klanu, który niechlubnie zapisał się w historii tego kraju. Ale czy to już tylko historia?

BlacKkKlansman  / Czarne bractwo. BlacKkKlansman, reż. Spike Lee (2018)

Jest rok 1978. Ron Stallworth znajduje w lokalnej gazecie ogłoszenie Ku Klux Klanu. Dzwoni pod podany numer, umawia się na spotkanie, a niedługo potem zostaje członkiem tej rasistowskiej organizacji. Czy to historia jakich wiele (bo niestety Ku Klux Klan i różne jego odnogi prężnie działają od dawien dawna na terenie USA)? No nie. Bo Ron Stallworth nie jest rasistą. Ron Stallworth jest policjantem, a w dodatku Ron Stallworth jest Afroamerykaninem – pierwszym czarnym funkcjonariuszem w Colorado Springs. Wraz z Flipem Zimmermanem – swoim kolegą żydowskiego pochodzenia – rozpracowują lokalny oddział KKK. Tak, tak… Nieświadomi klansmani wpuścili w swoje szeregi Afroamerykanina i Żyda! Chichot historii.

I to wydarzyło się naprawdę! Spike Lee przeniósł na duży ekran autentyczną historię. Scenariusz powstał na podstawie książki napisanej przez Rona Stallwortha „Black Klansman: Race, Hate, and the Undercover Investigation of a Lifetime”. Film zdobył Grand Prix na festiwalu w Cannes. Było nominowany do Złotego Globu. Ma także nominację do Oskara.

W rolę czarnego policjanta brawurowo wcielił się John David Washington (i miał szansę na zdobycie Złotego Globu), jego partnera, Filipa Zimmermana, zagrał doskonale Adam Driver (nominowany za tę rolę do Oskara). Mają wszystko, czego trzeba: i luz, i komediowe zacięcie, i doskonały warsztat. Świetnie ogląda się przeprowadzaną przez ich bohaterów akcję – przedstawioną, wbrew poważnej tematyce filmu – trochę pół żartem, pół serio.

Kadr z filmu „BlacKkKlansman”

Wyraźnie widać, że Spike Lee jest wkurzony. Widać, że boi się populistycznych i nacjonalistycznych zakusów obecnego establishmentu. Widać, że nienawidzi KKK. Tyle że wściekłość ta znajduje ujście w… ironii. I tak: filmowy oddział KKK to taka nieporadna organizacja zrzeszająca mniej lub bardziej nieszkodliwych narwańców – do cna przerysowanych. Niby negatywni bohaterowie, a po prostu musimy patrzeć na nich z przymrużeniem oka. Ale może przez to jest to bardziej uderzające, bardziej wyraziste. Ta groteska dobitnie uświadamia, że złowieszcza i niebezpieczna ideologia KKK tkwi w głowach zwyczajnych, niedoskonałych, przeciętnych ludzi, których możemy codziennie mijać na ulicy.

O KKK słów kilka

Ku Klux Klan pojawia się w wielu amerykańskich filmach. Pamiętacie „Missisipi w ogniu” Alana Parkera? A „Bracie, gdzie jesteś” braci Coen? Albo „Django” Quentina Tarantino? I jeszcze „Zielone, smażone pomidory” Jona Avneta, „Kamerdyner” Lee Danielsa, „Klub dyskusyjny” Denzela Washingtona i tak dalej, i tak dalej. Sporo ich jest

Historia KKK to wbrew pozorom również historia współczesności. Bo KKK wciąż istnieje, wciąż rekrutuje członków. Jest rozproszony na mnóstwo organizacji – jedne są bardzo wyraziste w wyrażaniu swoich poglądów, agresywne, inne wręcz przeciwnie – jawią się jako piewcy tradycyjnych wartości, odżegnują się od brutalnych metod i odwołują do pracy u podstaw. Jedne organizacje upadają, a na ich miejsce powstają nowe. Ale wciąż są. I wciąż cieszą się zainteresowaniem.

Kadr z filmu „BlacKkKlansman”

A wszystko zaczęło się od… żartu – jak twierdził jeden z założycieli, J.S. Lester, w wydanej w 1905 r. książce klanie. A mianowicie w drugiej połowie XIX wieku sześciu panów (J.S. Lester, J.B. Kennedy, J.R. Crowe, F.O. McCord, C. Jones i R.R. Reed), którzy wrócili z wojny do rodzinnego miasteczka Pulaski w stanie Tennessee, nie bardzo wiedzieli, co ze sobą zrobić. Stracili swoje majątki, ich rodzinne miasto zmarniało przez wojenne lata. Nic się nie działo. Ziało nudą. Pewnego dnia postanowili więc jakoś tę nudę zabić. I założyli klub, któremu nadali śmieszną, nieoznaczającą niczego konkretnego nazwę – Ku Klux Klan, wymyślili strukturę tej organizacji, w ramach której przydzielono poszczególnym członkom różne funkcje o nazwach brzmiących jak z filmu fantasy, np. Wielki Mag czy Wielki Cyklop. Śmiechu mieli co niemiara, zwłaszcza gdy skupili się na odpowiednich kostiumach – postawili na białe prześcieradła, spodobało im się bowiem to, że wyglądali jak duchy, zwłaszcza gdy białym materiałem przykryli także głowy.  Bardzo zależało im, aby otoczyć się aurą tajemniczości. Pojawiali się więc ni z tego ni z owego – cali na biało – na ulicach miasta i… zaskoczyło. Ludzie byli zaintrygowani. Cora bardziej i bardziej… Ba! Ludzie chcieli do nich dołączyć, stać się częścią tej dziwnej grupy. Przyjmowanie nowych członków odbywało się w wielkiej konspiracji, nigdy nie wprost. KKK rozrastał się w szybkim tempie. Ale właściwie nawet jego członkowie nie do końca wiedzieli, o co w tym wszystkim chodzi. Prędzej czy później trzeba więc było stworzyć jakąś ideologię.

A na Południu wtedy łatwo nie było. Wojna zrobiła swoje, gospodarka miała się tak sobie…, a w władze z Północy usiłowały uporządkować kraj. Przysłały swoich przedstawicieli, głównie żołnierzy, z którymi przecież mieszkańcy Południa jeszcze niedawno walczyli po przeciwnych stronach barykady. Teraz zaś musieli im się podporządkować. Nadeszły czasy tak zwanej Rekonstrukcji – próba odbudowania kraju, połączenia wszystkich stanów, naprawienia skutków wojny. A także… zintegrowanie czarnych i białych obywateli – i to okazało się największym problemem. W oczach mieszkańców Południa nowe władze faworyzowały Afroamerykanów, nie reagowały na ich przestępstwa i dawały im zbyt wiele przywilejów. To kłóciło się z tradycją, z rozsądkiem i ze wszystkim, na czym zbudowali oni swój świat. A przede wszystkim jawiło się jako niesprawiedliwe. KKK zadeklarował więc, że tę sprawiedliwość przywróci. I stał się jedną z najokrutniejszych organizacji w historii USA. Wymierzanie sprawiedliwości za pomocą zastraszeń, morderstw, linczów (i innych okropności) zaszło tak daleko, że w pewnym momencie same najwyższe instancje KKK się przestraszyły i w 1869 roku ogłosiły zakończenie działalności tego specyficznego klubu. Oficjalnie. Ale nie wszyscy członkowie pogodzili się z tą decyzją i nadal prężnie działali.

Kadr z filmu „BlacKkKlansman”

Po tym pierwszym zrywie KKK wskrzeszał się na nowo kilka razy (w latach 1915-1944 i potem znów, po zakończeniu drugiej wojny światowej), a w między czasie upatrzył sobie kolejnych wrogów, m.in. Żydów (na przełomie XIX i XX wieku przybyło ich do USA ponad półtora), Latynosów, wszystkich innych…

Dziś organizacji ze słowami KKK w nazwie jest kilkadziesiąt (!), mają swoje odnogi w wielu miastach i miasteczkach. Zrzeszają kilka tysięcy sympatyków w całym kraju. Najwięcej na Południu, tam gdzie znajduje się tzw. Pas Biblijny, wyróżniający się konserwatyzmem, religijnością i przywiązaniem do tradycji – Alabama, Arkansas, Floryda, Georgia, Karolina Południowa, Kentucky, Luizjana, Missisipi, Oklahoma, Tennessee, Teksas, Wirginia…

Istnienie Ku Klux Klanów jest legalne – zgodnie z pierwszą poprawką do konstytucji. Nikt nikogo nie ukarze za palenie krzyży na prywatnym terenie, nie są zakazane faszystowskie symbole, takie jak swastyka.

KKK się rozwija. Idzie z duchem czasów. Ma swoje strony internetowe, jest aktywny w mediach społecznościowych. Umiejętnie łączy tradycję z nowoczesnością i dociera do nowych zwolenników… Rasizm, ksenofobia, nacjonalizm – to wciąż żywe w amerykańskim społeczeństwie tematy. Niestety.

Spike Lee nie bez powodu zamieścił zresztą na końcu filmu dokumentalny zapis bardzo świeżych wydarzeń, jakie rozegrały się w Charlottesville w Wirginii w 2017 roku. To wtedy odbyła się demonstracja, która zgromadziła tysiące białych nacjonalistów. Film jest zresztą poświęcony życiu Heather Heyer, która zginęła podczas tego wydarzenia – została potrącona przez samochód, który wjechał w grupę antyfaszystowskich kontrdemonstrantów.  W miastach na Południu takie manifestacje nie są niczym wyjątkowym. Odbywają się dość często. Ta jednak była największa od kilkudziesięciu lat. I najbrutalniejsza…

Do poczytania

Wszystkim zainteresowanym tematem współcześnie działających KKK polecam bardzo ciekawą książkę – reportaż „Tu mieszka miłość. Ku Klux Klan” Katarzyny Surmian-Domańskiej, z której zaczerpnęłam wiele powyższych informacji.

Ciekawe są również książki Wiktora Osiatyńskiego: „W kręgu mitu amerykańskiego” i „Korzenie »Korzeni«”.

 

 

Ania Kapuścińska

Share

Dodaj komentarz

Twój adres e-mail nie zostanie opublikowany. Wymagane pola są oznaczone *

Post comment